Gdy dekoruję dom i ogród na święta, zwykle myślę o naszej naturze ludzkiej. Na kilka dni świąt wydajemy pieniądze i energię, ustawiamy lampki, choinki, bombki, aniołki, gwiazdy i błyszczące łańcuchy, żeby po tygodniu lub dwóch je zebrać i złożyć do pudełek.
Dzisiaj wyrzucałam zeschnięte chryzantemy po poprzednim święcie. Zastanawiające, że zarządy cmentarzy nie wykopały dziur w ziemi, żeby po prostu je z powrotem zasadzić. Przy naszej zimie hm… może byśmy mieli piękne kwietne dywany na przyszły rok? Prościej nam jest wyrzucić. Worki i śmieci. Godzimy się na to, że rzeczy są na chwilę. Poświęcamy im naszą uwagę, mimo że są na chwilę.

Inaczej mamy z relacjami. Ktoś nam wmówił, że są na zawsze. Na zawsze przyjaźń, na zawsze małżeństwo, na zawsze ona lub ona, na zawsze będziemy mieć przy sobie dzieci. Znamy przebieg żałoby, ale jednak boimy się kogoś stracić. Dłużej decydujemy się na otwarcie na nowe relacje, bo przecież co będzie jak coś się nie uda? Jesteśmy gotowi na chwilę zawiesić bombki na choinkę, ale boimy się na chwilę skorzystać z uroku i obecności drugiego człowieka. Fascynujące, jakie mechanizmy mamy w sobie.
