Gdybym była ministerstwem edukacji, patrzenie w gwiazdy byłoby przedmiotem nauczania w szkole. Albo przynajmniej metodą terapeutyczną.
Gdy patrzę w gwiazdy, zaczynam puszczać moją wąską perspektywę niczym latawiec, którego sznurek z ulgą wyplątuje się z moich palców. Zaczynam rozumieć, że świat jest większy niż moje wydarzenia, które dzisiaj nazywam porażkami.
Gdy będę umierać, na pewno nie będę pamiętać dzisiejszego dnia. Chciałabym tak umierać, żebym była w stanie pomyśleć z wdzięcznością o tym, że dane mi było kochać, tęsknić, pracować, zachwycać się światem, otulać się słońcem, masować się słoną wodą i biegać boso po śniegu.
Zostawię światu mój dotyk i śmiech. (bliscy powiedzą: oraz mądrzenie się)
Czy resztę zabiorę ze sobą? Czy już wcześniej puszczę do gwiazd?
Dziękuję Tomaszowi za udostępnienie zdjęcia z nocnym Supraślem.
